czwartek, 15 listopada 2012

23. Jedna pani w samolocie. I o kocie

Jestem tu. Nie zgubilam sie na lotnisku - to po pierwsze i najwazniejsze. Nie ma polskich znakow - to po drugie, trudno, obejdzie sie, a moze jak wroce to poprawie.

Moja kochana Usia mieszka w malutkim, przytulnym mieszkanku. Ma swoj kawalek domku. Mam wrazenie, ze wszystko tu do niej pasuje. Malutka kuchenka, zgrabny salonik, z ktorego wychodzi sie na zimowy ogrod - a tam biale, przeszklone drzwi prowadzace na ogrodek. To znaczy ona dopiero tam poasadzi rosliny i zagospodaruje po swojemu, i bedzie jak w jej wlasnym, przytulnym, kameralnym raju. Na gore wchodzi sie po waskich schodach, a tam mala lazienka i duza, jasna, sypialnia. Duzo ksiazek, szpargalow, szafa na ubrania, duze lozko, muzyka i mala, slodka lampa z bialym, lnianym abazurem. Z korytarza jeszcze skladzik, w ktorym kiedys zamieszka pralka. Anglia, pogoda jak w Polce, jednak wyraznie w powietrzu czuje wiecej wilgoci. Rano na chwile wyszlo slonce. Widzialam kota  -zupelnie byl jak nasze, polskie koty. Hm... kot, to kot po prostu. Moj juz na pewno za mna teskni. Ja za nim jeszcze nie. Upajam sie brakiem obowiazkow. Cialko moje samo dalo znac, kiedy wsatjemy, myjemy sie, jemy, pijemy kawke. Moze tylko troche przesadzilam z makijazem, ale dla siebie warto sie czasem umalowac, podkreslic oko.  Poza tym Usia ma fajne kosmetyki. Koniecznie trzeba bylo wyprobowac. Usmiecham sie. Ona dzis pracuje. Ja - sie upajam samotnoscia swoja, tym jej rodzajem, ktory lubie.

W samolocie pewna kobieta ciagle marudzila. Ze wszystko jest zle, dzieci sa do bani - ona nie ma i ne zamierza i jak ja sobie w ogole radze, a kto z nimi teraz - no, tata, a jak - sie pytam jej... zdziwiona, jak to? Poradzi sobie? Nie - kobieto, jepoa wzielam na meza, ktory nie wie, ze ma obowiazki. Nam sie zbytnio nie uklada, wlasciwie w ogole nam sie uklada, ale akurat obowiazki to on wypelnia, zreszta jest dob rym ojcem i kocha swoje dzieci. Phi - co za dziwna kobieta. Ja rozumiem, ze ktos nie chce dzieci, z wyboru wlasnego, swiadomego, pozbywa sie tych wszystkich obowiazkow i takze tej milosci.... Ale po co zaraz tak gledziec. Gdyby ona wymienila jedna dobra, ciekawa, dajaca jej radosc rzecz, osobe, nie wiem  -cokolwiek, ale na plus. Nie. matka jej do bani, ona sama do bani, maz - kretyn ciagle przed tv siedzi, tudziez przed kompem albo tym no... play stejszyn, czy jak to sie nazywa. Ona kiedys tylko seriale, poza robota, ogladala, teraz czyta ksiazki, ale jak ona mu zniak na dwie godziny to on jest zly wtedy. Oj, prosze pani, przed wami wielki kryzys i dopiero sie pani przekona, co to znaczy zawalczyc o swoje zycie. Swoje wlasne. jedyne, krotkie zycie, ktore naprawde szkoda marnowac na seriale i te ksiazki to moim zdaniem najlepszy wybor, oczywiscie na poczatek. Potem juz poleci... zycze powodzenia, spelnienia i zadowolenia.

Zycie mnie zaskakuje kazdego dnia. A ladowanie nie bylo przyjemne. Ale potem jaka radosc, sukces - modne slowo, do ktorego nie bardzo umiem dorobic definicje wlasna, ale jesli samolot rejsowy szczesliwie laduje - to jest sukces. Alleluja!

niedziela, 11 listopada 2012

22. Lecę

Wyprać kurtkę przeciwdeszczową, naładować baterię do aparatu, do kantoru się wybrać po kilka funtów. Nową kartę pamięci już kupiłam, bilety wydrukować. Przygotować chłopcom ubrania na czwartek i piątek,  do szkoły i do przedszkola. Pożyczyć torbę odpowiednich wymiarów. Kupić zapałki, gdyż w samolocie nie można mieć zapalniczki, a jak wysiądę - to jak zapalę? Ciekawe, jak tam jest... lecę. Następnym razem już wszystko zaplanuję. Porę roku także. I wycieczkę wzdłuż wybrzeża. Należy polubić pieniądze. Zacząć je zarabiać. Jest na co wydawać, do cholery. Lola - ruszaj w życie. No ruszam, tamten projekt napisałam, znaczy naszkicowałam, wymyśliłam hasło plebiscytu - wyszło ok. Po powrocie biorę się ostro do pracy. Rozważania, książki i zadumy wszelkiego rodzaju odkładam na bok, póki co. Już wystarczy.

czwartek, 8 listopada 2012

20. Lepszy dzień

Trochę lepiej. Mam rozpisać pewien projekt. Dawno tego nie robiłam, właściwie zawsze tylko wymyślałam i  dowodziłam, sprawdzałam terminy, dodawałam otuchy, podpowiadałam jak rozwiązać problemy napotykane po drodze. I dostawałam baty od szefa. Mobbing to okrutna prawda - on istnieje. To nie bajki. Już ponad rok leczę się z tego. I dalej mam problemy z odzyskaniem pewności siebie i dawnej energii. Do pracy więc - Kulawa. Lolusia.

poniedziałek, 5 listopada 2012

19. Niepokój

Jestem zaniepokojona. Niespokojna. Martwię się. Zamartwiam. Sama. W swoim świecie zamknięta. Nie ogarniam. Nie rozumiem. Boję się. Z poczuciem krzywdy graniczącym z nienawiścią do ludzi, którzy na mnie nadepnęli. Rany nie zagojone. Krwawią. Sprawy niewyjaśnione cisną. Siły nie ma na walkę, bo i po co ona? Nie mów mi o miłości. To zbyt trudne. W tej chwili niemożliwe. Tu się trzeba przepychać. Po swoje. Ja nie... nie umiem, nie chcę. Bez wsparcia, bez przyjaciół (rozumiejących), z człowiekiem obcym u boku, przeszkadzającym oddychać. Decyzja podjęta. Brak pieniędzy i wsparcia. Nowa praca za progiem, za marny pieniądz. Dobre i to. Jestem na dnie. Boję się ludzi, świata, siebie.