środa, 19 grudnia 2012

Hm... ryba :-)

Przychodzą same. Jan Twardowski


Przychodzą same

spotkania co przychodzą same
tak poza nami że już się nie dziwisz
że będzie dalej jak miało być wszystko
bo Bóg był przedtem zanim szliśmy razem
i można wracać po nitce do kłębka
aż do rodziców co też się spotkali
najpewniej po raz pierwszy nic nie wiedząc o tym
że śmierć nie będzie ważna tak jak to spotkanie
choć mogli wtedy zabawnie wyglądać
bo wiatr zrywał matce kapelusz słomkowy
jakby chciał przed małżeństwem jak kogut uciekać
w wieczór co się zapomniał i stał się zielony
radością najbardziej można się przestraszyć

spotkania co przychodzą same
tak dokładnie konieczne że zupełnie czyste
wie o tym serce jak skrzydło niezgrabne
w życiu co bez śmierci byłoby banałem

żeby odejść bez siebie też trzeba się spotkać

Jan Twardowski

czwartek, 15 listopada 2012

23. Jedna pani w samolocie. I o kocie

Jestem tu. Nie zgubilam sie na lotnisku - to po pierwsze i najwazniejsze. Nie ma polskich znakow - to po drugie, trudno, obejdzie sie, a moze jak wroce to poprawie.

Moja kochana Usia mieszka w malutkim, przytulnym mieszkanku. Ma swoj kawalek domku. Mam wrazenie, ze wszystko tu do niej pasuje. Malutka kuchenka, zgrabny salonik, z ktorego wychodzi sie na zimowy ogrod - a tam biale, przeszklone drzwi prowadzace na ogrodek. To znaczy ona dopiero tam poasadzi rosliny i zagospodaruje po swojemu, i bedzie jak w jej wlasnym, przytulnym, kameralnym raju. Na gore wchodzi sie po waskich schodach, a tam mala lazienka i duza, jasna, sypialnia. Duzo ksiazek, szpargalow, szafa na ubrania, duze lozko, muzyka i mala, slodka lampa z bialym, lnianym abazurem. Z korytarza jeszcze skladzik, w ktorym kiedys zamieszka pralka. Anglia, pogoda jak w Polce, jednak wyraznie w powietrzu czuje wiecej wilgoci. Rano na chwile wyszlo slonce. Widzialam kota  -zupelnie byl jak nasze, polskie koty. Hm... kot, to kot po prostu. Moj juz na pewno za mna teskni. Ja za nim jeszcze nie. Upajam sie brakiem obowiazkow. Cialko moje samo dalo znac, kiedy wsatjemy, myjemy sie, jemy, pijemy kawke. Moze tylko troche przesadzilam z makijazem, ale dla siebie warto sie czasem umalowac, podkreslic oko.  Poza tym Usia ma fajne kosmetyki. Koniecznie trzeba bylo wyprobowac. Usmiecham sie. Ona dzis pracuje. Ja - sie upajam samotnoscia swoja, tym jej rodzajem, ktory lubie.

W samolocie pewna kobieta ciagle marudzila. Ze wszystko jest zle, dzieci sa do bani - ona nie ma i ne zamierza i jak ja sobie w ogole radze, a kto z nimi teraz - no, tata, a jak - sie pytam jej... zdziwiona, jak to? Poradzi sobie? Nie - kobieto, jepoa wzielam na meza, ktory nie wie, ze ma obowiazki. Nam sie zbytnio nie uklada, wlasciwie w ogole nam sie uklada, ale akurat obowiazki to on wypelnia, zreszta jest dob rym ojcem i kocha swoje dzieci. Phi - co za dziwna kobieta. Ja rozumiem, ze ktos nie chce dzieci, z wyboru wlasnego, swiadomego, pozbywa sie tych wszystkich obowiazkow i takze tej milosci.... Ale po co zaraz tak gledziec. Gdyby ona wymienila jedna dobra, ciekawa, dajaca jej radosc rzecz, osobe, nie wiem  -cokolwiek, ale na plus. Nie. matka jej do bani, ona sama do bani, maz - kretyn ciagle przed tv siedzi, tudziez przed kompem albo tym no... play stejszyn, czy jak to sie nazywa. Ona kiedys tylko seriale, poza robota, ogladala, teraz czyta ksiazki, ale jak ona mu zniak na dwie godziny to on jest zly wtedy. Oj, prosze pani, przed wami wielki kryzys i dopiero sie pani przekona, co to znaczy zawalczyc o swoje zycie. Swoje wlasne. jedyne, krotkie zycie, ktore naprawde szkoda marnowac na seriale i te ksiazki to moim zdaniem najlepszy wybor, oczywiscie na poczatek. Potem juz poleci... zycze powodzenia, spelnienia i zadowolenia.

Zycie mnie zaskakuje kazdego dnia. A ladowanie nie bylo przyjemne. Ale potem jaka radosc, sukces - modne slowo, do ktorego nie bardzo umiem dorobic definicje wlasna, ale jesli samolot rejsowy szczesliwie laduje - to jest sukces. Alleluja!

niedziela, 11 listopada 2012

22. Lecę

Wyprać kurtkę przeciwdeszczową, naładować baterię do aparatu, do kantoru się wybrać po kilka funtów. Nową kartę pamięci już kupiłam, bilety wydrukować. Przygotować chłopcom ubrania na czwartek i piątek,  do szkoły i do przedszkola. Pożyczyć torbę odpowiednich wymiarów. Kupić zapałki, gdyż w samolocie nie można mieć zapalniczki, a jak wysiądę - to jak zapalę? Ciekawe, jak tam jest... lecę. Następnym razem już wszystko zaplanuję. Porę roku także. I wycieczkę wzdłuż wybrzeża. Należy polubić pieniądze. Zacząć je zarabiać. Jest na co wydawać, do cholery. Lola - ruszaj w życie. No ruszam, tamten projekt napisałam, znaczy naszkicowałam, wymyśliłam hasło plebiscytu - wyszło ok. Po powrocie biorę się ostro do pracy. Rozważania, książki i zadumy wszelkiego rodzaju odkładam na bok, póki co. Już wystarczy.

czwartek, 8 listopada 2012

20. Lepszy dzień

Trochę lepiej. Mam rozpisać pewien projekt. Dawno tego nie robiłam, właściwie zawsze tylko wymyślałam i  dowodziłam, sprawdzałam terminy, dodawałam otuchy, podpowiadałam jak rozwiązać problemy napotykane po drodze. I dostawałam baty od szefa. Mobbing to okrutna prawda - on istnieje. To nie bajki. Już ponad rok leczę się z tego. I dalej mam problemy z odzyskaniem pewności siebie i dawnej energii. Do pracy więc - Kulawa. Lolusia.

poniedziałek, 5 listopada 2012

19. Niepokój

Jestem zaniepokojona. Niespokojna. Martwię się. Zamartwiam. Sama. W swoim świecie zamknięta. Nie ogarniam. Nie rozumiem. Boję się. Z poczuciem krzywdy graniczącym z nienawiścią do ludzi, którzy na mnie nadepnęli. Rany nie zagojone. Krwawią. Sprawy niewyjaśnione cisną. Siły nie ma na walkę, bo i po co ona? Nie mów mi o miłości. To zbyt trudne. W tej chwili niemożliwe. Tu się trzeba przepychać. Po swoje. Ja nie... nie umiem, nie chcę. Bez wsparcia, bez przyjaciół (rozumiejących), z człowiekiem obcym u boku, przeszkadzającym oddychać. Decyzja podjęta. Brak pieniędzy i wsparcia. Nowa praca za progiem, za marny pieniądz. Dobre i to. Jestem na dnie. Boję się ludzi, świata, siebie.

wtorek, 30 października 2012

17. Uwierzyć

Już naprawdę nie wiem, czy się te zakręty skończą kiedykolwiek. Prawda, że większość mam na własne życzenie. Tylko, że działanie jest o wiele trudniejsze niż samo wyciąganie wniosków. Niech mnie ktoś mocno przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze. Że warto. Że znajdę siłę do działania. Że po raz kolejny spróbuję zawalczyć o siebie. Że na nowo uwierzę, że mam prawo, że dam radę. Niech nie szukam wymówek, niech się nie lenię, niech nie będę taka nijaka. Niech odzyskam energię, radość. Niech znowu zacznę na sobie polegać. Niech sobie uwierzę.

A Ty, tak Ty - w błękitnej koszulce! Zejdź mi z głowy. Jak Cię kocham, tak Cię proszę...

sobota, 27 października 2012

15. Maj!

Zima mnie także zaskoczyła. Zdążyłam uratować słoneczniki do wazonu! Sprzątanie, pranie, obiadek, szarlotka, w międzyczasie długa kąpiel w wannie. Dzieciaki umyły mi samochód śniegiem. Teraz poczytam Lema. Pachnie szarlotką w całym domu. Słoneczniki wyglądają cudnie. Mrrr...

czwartek, 25 października 2012

14. Czy to się wyklucza?

Jakie to szczęście umieć tak patrzeć. Jakie to przekleństwo umieć tak patrzeć. Jakie to piękne umieć tak kochać. Jakie to przekleństwo umieć tak kochać. Jak miło żyć. Jak trudno żyć. Równowaga. Lola! Równowaga.

13. Jednak brakuje... mnie

Wiesz, Lola... mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Jednak mi czegoś tu teraz brakuje. Już nigdy nie będzie... jak kiedyś. To miłe, Olu. W moim życiu też Was brakuje, tęsknię za naszymi rozmowami. Za tym gwarem, który kiedyś wydawał się nie do zniesienia. Nam się wydaje, że kierujemy swoim życiem. Czasem myślę, że to nieprawda. Nie prawda. Na całość życia jednostki składają się wszystkie doświadczenia. Dowiadujemy się o tym dopiero po pewnym czasie, niektórzy nigdy. Pomieścić w sobie te wszystkie uczucia i emocje, dać im miejsce. Przeżyć. Żyć. Po prostu. A jakie to trudne. Pooddzielać jedne od drugich, ponazywać, poukładać. Popłakać, pośmiać się, wyć, lamentować, obserwować, czuwać, dotykać, smakować. Żyć. Doświadczać. 

poniedziałek, 22 października 2012

9. Bajki o miłości

Niech mnie ktoś dobije. To niehumanitarne.

Odebranie złudzeń. Nie można ludziom odbierać złudzeń. Prawda jest nic nie warta i nie jest nikomu potrzebna.

A Boga nie ma. Zostawił szambo na ziemi. Zdał sobie sprawę, co stworzył, uświadomił sobie, że tego się cofnąć nie da, za daleko zaszło, wymknęło się spod kontroli. Pierdyknął sobie nowy, mniejszy, bardziej kameralny świat i olał nas.

Bajki o miłości zostawmy grzecznym dziewczynkom i grzecznym chłopcom.

Bywa i tak...

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

7. Jak mogłeś mi to zrobić - kocie!

No dziś to jestem wyjątkowo kulawa. Obudził mnie hałas powodowany wyciem pił motorowych. Nie rozumiem nic. Dlaczego wycinają brzozowy lasek za moim płotem. Tłumaczenie, że facet kupił pod inwestycję, i jak teraz nie wytnie, to potem będzie płacił za wycinkę, do mnie nie trafia. Płaczę jak dzieciak za tymi drzewami. Smutno mi i źle. Świadomość faktu, że mój smutek nic nie zmieni nie zmienia nic. Czy te drzewa też płaczą? Przyjaciel mi mówi, że muszę hartować duszę. Próbuję. Najłatwiej jest sprowadzić wszystko do żartu, kpiny, ironicznie wykpić całe to gówniane życie. Może oddadzą te brzozy i spalę w kominku - będzie obieg energii, polecą w przestrzeń w innej już postaci. W ten sposób złapać dystans na jakiś czas i zabrać się za gotowanie obiadu. Dlaczego ktoś wycina "moje" drzewa? Dlaczego znowu muszę się godzić na stratę? Kolejną. Może mniejszą niż poprzednie, ale to tak jak z kotem, a raczej z jego zniknięciem. Kiedy mnie nie było 3 tygodnie kot zniknął. Opłakałam go już ze trzy razy. A ta menda wróciła jak gdyby nigdy nic. Ja znowu w ryk. Jak mogłeś mnie opuścić? To ty mnie przecież opuściłaś - zapomniałaś? No tak... Najważniejsze, że wróciłeś. Kot jest cudownym przyjacielem człowieka. Jak to się ma do wycinki "mojego" lasku brzozowego? Nie wiem. Chyba zmieniam temat. W każdym razie jestem pogrążona w żałobie.

sobota, 25 sierpnia 2012

6. Nie ma fotki



Tak mnie się nic nie chce. A fotka ma już z pięć lat. I dalej mi się nie chce? Przejściowy stan - mam znowu nadzieję. Nudy. Nie ma fotki.

czwartek, 9 sierpnia 2012

wtorek, 7 sierpnia 2012

4. Błogostan.


To jest taki stan, kiedy wszystko masz. Nikogo i niczego ci nie brakuje. Czujesz się jak w niebie, cokolwiek to znaczy.

niedziela, 5 sierpnia 2012

3. Błękitna koszulka.

Śniłeś mi się dziś tak dobrze, tak pozytywnie. Spotkałam Was. Szliście tacy zakochani. Podeszłam. Ona powiedziała - pogadajcie sobie, oczywiście. I poszła w drugą stronę. Przytuliłeś mnie. Pogłaskałeś po głowie, jak się głaszcze dziecko. Czułam się tak jakoś... błogo. Miałeś na sobie błękitną koszulkę. Była delikatna w dotyku. Ty byłeś delikatny. Obudziłam się spokojna. Absurdalne...

sobota, 4 sierpnia 2012

2. Krok po kroku.

No dobrze, krok po kroku się nauczę. Póki co - nowy dzień. Po ciężkiej nocy. Nie tylko duszne powietrze nie pozwalało mi spać. To świadomość dopadła mnie wczoraj ze zdwojoną siłą. Dziś w przerwach między życiem, a życiem, przemielę to w sobie. Może dojdę do nowych wniosków. Teraz wypada się ogarnąć (chłopcy już ubrani), umyć, ubrać, zjeść, kupić Marzenie prezent, pojechać na działkę. A może nad jezioro jednak pojedziemy? Odkładałam od kilku dni ze względu na upały i burze. A w miejscu, do którego chcę się wybrać, ciągle są moje wspomnienia. Te z kategorii najlepszych, beztroskich. I okolica piękna. Stare, poniemieckie jeszcze chałupy. Wezmę aparat. Właśnie, jak tu się zamieszcza zdjęcia?