poniedziałek, 27 sierpnia 2012
7. Jak mogłeś mi to zrobić - kocie!
No dziś to jestem wyjątkowo kulawa. Obudził mnie hałas powodowany wyciem pił motorowych. Nie rozumiem nic. Dlaczego wycinają brzozowy lasek za moim płotem. Tłumaczenie, że facet kupił pod inwestycję, i jak teraz nie wytnie, to potem będzie płacił za wycinkę, do mnie nie trafia. Płaczę jak dzieciak za tymi drzewami. Smutno mi i źle. Świadomość faktu, że mój smutek nic nie zmieni nie zmienia nic. Czy te drzewa też płaczą? Przyjaciel mi mówi, że muszę hartować duszę. Próbuję. Najłatwiej jest sprowadzić wszystko do żartu, kpiny, ironicznie wykpić całe to gówniane życie. Może oddadzą te brzozy i spalę w kominku - będzie obieg energii, polecą w przestrzeń w innej już postaci. W ten sposób złapać dystans na jakiś czas i zabrać się za gotowanie obiadu. Dlaczego ktoś wycina "moje" drzewa? Dlaczego znowu muszę się godzić na stratę? Kolejną. Może mniejszą niż poprzednie, ale to tak jak z kotem, a raczej z jego zniknięciem. Kiedy mnie nie było 3 tygodnie kot zniknął. Opłakałam go już ze trzy razy. A ta menda wróciła jak gdyby nigdy nic. Ja znowu w ryk. Jak mogłeś mnie opuścić? To ty mnie przecież opuściłaś - zapomniałaś? No tak... Najważniejsze, że wróciłeś. Kot jest cudownym przyjacielem człowieka. Jak to się ma do wycinki "mojego" lasku brzozowego? Nie wiem. Chyba zmieniam temat. W każdym razie jestem pogrążona w żałobie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz